Każdy tydzień w odbudowywanej Austerii przynosi zmiany. Ale po kolei. W elewacji frontowej z powrotem umieszczono wjazd dla dyliżansów. Gdy zostaną zdjęte zasłony budynek będzie trudno poznać, ponieważ w miejscu trzech niewielkich drzwi będą się pysznić ogromne wrota. Na razie wszystkie otwory okienne budynku przesłaniają płachty plastiku chroniąc wnętrze przed opadami deszczu lub śniegu. Tynki zewnętrzne, choć wymagają jeszcze wielu zabiegów, na dużej części budynku już są i chronią stare mury. Piwnice pogłębiono do głębokości dwóch i pół metra i teraz pracownicy kładą w nich pod wylewki. W niedalekiej przyszłości tu właśnie znajdzie się kotłownia. W całym budynku zakładana jest instalacja elektryczna. Na parterze część sal jest już otynkowana, a tam gdzie jeszcze tynków nie ma, ściany są przygotowane do tynkowania betonową narzutką, od której pociemniały wnętrza. Dawne przejścia zamurowane dzisiaj, zaznaczono tworząc nisze. Ślady po kominkach i piecach utrwalono pozostawiając w tych miejscach fragmenty ścian bez tynku. W tej części króluje pomieszczenie, w którym pasażerowie wysiadali z dyliżansu i udawali się do pokojów gościnnych lub restauracji. Układ pomieszczeń na piętrze stanowi replikę parteru. Pośrodku jest wielka sala, po jej stronach wydzielono wiele niewielkich pokoi. Dopiero na strychu widać, jak rozległa jest Austeria – powierzchnia podłogi to 300 mkw. Przez okna umieszczone w połaciach dachu i mansardach przestrzeń strychu jest porządnie doświetlona. Mocne wrażenie robią potężne belki, słupy i krokwie wiązań dachowych. Dwa wielkie kominy z pełnej czerwonej cegły wyznaczają środek pomieszczenia. Niedługo znaczna część drewnianych wiązań zniknie pod warstwami ocieplenia i gipsowego tynku. Na dachu dekarze układają pokrycie z czerwonej dachówki.